poniedziałek, 3 września 2018

miesiące w pigułce || Podsumowanie ostatnich 4 miesięcy


Tak szybko czas mi przelatywał przez palce, tak bardzo miałam wypełnione dni różnymi zajęciami, odpoczywaniem – nie żebym teraz miała ich mniej – że nawet nie zwracałam za bardzo uwagi na to, że miesiąc się kończył i był czas podsumowania. Tymczasem postanowiłam się zebrać, cofnąć się 4 miesiące i zebrać wszystko w jedną, spójną całość, choć pewnie część rzeczy i tak mi umknie.


Co się wydarzyło u mnie przez ten czas? Najważniejszą i najbardziej istotną chwilą było oczywiście przyjście na świat naszego Skarba – cudownej córeczki Lili. To było na pewno najistotniejszą zmianą (na lepsze oczywiście). Od 28 lipca jesteśmy razem, uczymy się siebie nawzajem i jest ...hmm.. o tym opowiem Wam już niebawem. 


Był to dla mnie bardzo intensywny czas. Sesja na studiach we wcześniejszym terminie spowodowała, że mój nos siedział w książkach, a nogi chodziły tylko na uczelnie, do sklepu po jedzenie i słodycze (góóórę słodyczy, bo jak jestem zmęczona, to niestety trochę ich ląduje u mnie w brzuchu, ale staram się nad tym panować), bo terminy były blisko siebie, ostatnie zaliczenia, potem egzaminy i pisanie pracy, która nie miała żadnego znaczenia, zajęło bardzo dużo mojego czasu. Pod koniec było mi już ciężej się skupić. Byłam wyczerpana, w końcu cały rok akademicki za mną, do tego ciąża i myślenie o maluszku, o ubrankach i innych pięknych rzeczach. Ogarnęło mnie totalne roztrzepanie, więc skupienie przychodziło dużo ciężej. Ahh.. ale dałam radę i jestem z siebie dumna, ale o tym to już Wam wspominałam w tym poście.


Wakacje zaczęłam już w czerwcu. Mogłam bez wyrzutów sumienia skupić się na planowaniu Baby Shower, które było cudowne – polecam każdej przyszłej mamie, bezcenny czas. A te nasze ciocie – kochane bardzo! Ale o tym również już było na blogu, więc z wielką przyjemnością odsyłam Was do posta z pięknymi kadrami z tej imprezki.



Zrobiliśmy sesję brzuszkową razem z Marcinem, która myślałam, że nie wypali, bo ciągle nie było czasu. Jak ja już miałam wolne to niemal każdy dookoła mnie był zajęty studiami, bo jak wiadomo to gorący czas zaliczeń.


Miesiące przed porodem były dla mnie czasem odpoczynku, trochę więcej spałam, ale dużo się ruszałam, jednak w pewnym momencie musiałam zwolnić i bardziej się oszczędzać. Robiłam dużo zdjęć, aby mieć pamiątkę i czekałam aż ten nasz maluszek się pojawi. Ale Lili się aż nadto nie spieszyło, bo urodziła się chwilę po wyznaczonym terminie. Powiem Wam tak na marginesie, że mam słabe wspomnienia z wyboru szpitala – doprawdy dziwi mnie fakt jak niektórzy lekarze (i to kobiety..) traktują kobiety w ciąży, ale całe szczęście urodziłam w takim, w którym na personel totalnie nie mogę narzekać – opieka na bardzo dobrym poziomie, pomocni ludzie, uprzejmi i to jest najważniejsze. A tą niemiłą historię chyba schowam sobie (póki co) do kieszeni.

Oczywiście był to czas kiedy jeszcze odbywały się zajęcia w szkole rodzenia, którą dobrze wspominam, załatwiania spraw urzędowych, a także podejmowania ostatnich decyzji związanych z wyprawką. Zakupy, zakupy, zakupy – uwielbiam  a dla Lili to sama przyjemność. Staram się powstrzymywać przed kupowaniem każdej rzeczy, która wpadnie mi w oko, bo Mała już tak dużo dostała, że nie dość, że teraz mamy duży wybór w czym ma śmigać na chwilę obecną, to i torba ubranek czeka aż będzie większa. Choć same wiecie jak to jest z ubrankami – takie śliczne, takie małe, żal nie wziąć. A jeszcze tyle rzeczy mam na oku, ale czekam na odpowiedni moment :D Na mojej liście są na pewno kokardki, sukieneczki i piękne, małe dresiki. A! I takie piękne buty znalazłam, że OMG!


Póki co nie mam prawie na nic czasu, bo uczę się jego organizacji na nowo i z dnia na dzień wychodzi nam to coraz lepiej, a jak wróci uczelnia, to znowu trzeba będzie trochę pozmieniać. Jednak póki co szczęśliwi wchodzimy w kolejny miesiąc i czekamy na to, co przyniesie nam wrzesień. Ponadto wypatruje bardzo chwili, kiedy będę mogła powrócić do treningów – tęsknie już za tym zmęczeniem, czy to normalne?

Jej, trochę tu dzisiaj chaotycznie, ale myślę, że jakoś się połapiemy w tym całym rozgardiaszu. Ciężko 4 miesiące zmieścić w jednym wpisie. Najkrótszym, a zarazem najprawdziwszym podsumowaniem tego czasu będzie stwierdzenie, że wszystko kręci się wokół Lili.

POSTY, KTÓRE POJAWIŁY SIĘ NA BLOGU
W CIĄGU OSTATNICH 4 MIESIĘCY:



Wpadajcie na mojego instagrama i facebooka po więcej! A na insta to już sobie nie wyobrażam aby Was nie było. See U!


4 komentarze :

  1. Ja też będę na koniec września pisać podsumowanie 3 miesięcy, ale nieco inne. Gratulacje z narodzin dzidziusia! :-)
    Pozdrawiam:)
    https://iwonaturzanska.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. Thanks for sharing such useful and healthy tips. Fresh news about medicines available to read at MINDS.com

    OdpowiedzUsuń